czwartek, 30 października 2014

Co daje szkoła ludziom chcącym zmian.

Co mi dała i jak mnie zmieniła podstawówka:
Pokazała mi że żądza sprawiedliwości, obiektywizm, demokracja, wolność słowa w szkołach nie istnieją. Tam jak dostałem niesprawiedliwą jedynkę, dostałem uwagę za coś co zrobiłem by ochronić się przed śmiercią (prawdziwa historia) to wtedy mówiłem wszystko co o tym myślę do nauczyciela, po prostu żeby się opamiętał. Co to dało? Gówno dało, oprócz słabej oceny z zachowania. Teraz, w gimbazie dostaję pałę (mimo 100 napisanych zdań i przynajmniej w 60% prawidłowo) i już nic nie mówię, wiem że nie ma sensu, nic nie zmienię i tylko będę miał problemy. Część ludzi mówi i bardzo dobrze, nauczyciel najważniejszy. Mówią tak bo ich wychowywano tak samo, zabraniając mówić własne opinie. Dlatego według mnie po zapoznaniu się z tematem największą szansę na sukces mają osoby uczące się w inny niż tradycyjna szkoła publiczna nakazuje sposób. Nasza szkoła robi ze wszystkich przeciętniaków przynajmniej przez 4 godziny dziennie, bo są niekonwencjonalni nauczyciele którzy są naprawdę sprawiedliwi, a sprawiedliwość często boli, ale ten ból daje radość, a każdy nawet pozytywny niesprawiedliwy wynik daje smutek i wyrzuty sumienia. Nadal jestem podobnym człowiekiem jak dawniej, ale kiedyś ja byłem sobą przez 24 h na dobę a teraz jestem sobą tylko 18 h na dobę. I jak tu Polska ma się rozwinąć no JAK SIĘ PYTAM!!!!

niedziela, 26 października 2014

Kolejna propozycja zmian dotyczących edukacji + Uxboxung syfu i ogródka w którym pisze

Mianowicie chodzi mi o to aby każdy uczeń  po zapoznaniu się z nauczycielami (takiemu DALSZEMU zboczuchy). Sam mógł sobie wybrać kto będzie go uczył. Chodzi mi o to, że zamiast wybierać szkołę to chciałbym wybierać nauczycieli. Zawsze się trafi jakiś nauczyciel który ma swoją pracę w dupie i nie sprawia mu ona przyjemności. Oczywiści nie chodzi o to żeby ktoś kto i tak ma wszystko w dupie miał świetnego nauczyciela. Niech zasłuży ale niech każdy startuje na tych samych warunkach. I w ten sposób odpowiedni uczeń otrzyma odpowiednią edukację.






















piątek, 24 października 2014

Jak to jest z obrażaniem wyglądu.

Muwi teraz o obrażani ludzi typu: rudy, gruby, pryszczaty. Ale przez ludzi w miare mądrych i ogarnientych a nie przez pospolitych swagerów. Krótko mówiąc łatwiej obrazić wygląd niż charakter. Ogarnięci ludzie kiedy kogoś z defektami wyglądu osądzą jako bardzo niedobrego charakterowo, to najpierw z nim często jeszcze gadają, nie odsuwają się lub ostatecznie ignorują. Kiedy jednak wrogi osobnik przekroczy granicę to zaczyna się chejt czyli nie konstruktywna krytyka. Dlaczego tak się dzieje? Bo to łatwiejsze. Czy powinno świadczyć o kimś źle? Chyba nie. Czy ten rodzaj przekonywania do zmiany to błąd? W pewnym stopniu tak. Odrzuceni ludzie często stają się gorsi. Jeżeli osobnik nie chce rozmowy trzeba od czasu do czasu wytyczać proste ścieżki, ale przez większość czasu po prostu go ignoruj. Jeśli będzie się przywalał to powidz co ma się w nim zmienić i nie zmieniaj zdania. Bądź szczery, może to coś da.

sobota, 18 października 2014

Zdobyłem osiągnięcie. Pierwsza piesza pielgrzymka zaliczona.

Jest 20:50. Dopiero wszedłem do domu i już zabieram się do pisania o tym co daje pielgrzymka. Podczas pielgrzymki ze 200 razy powtarzałem sobie że za rok nie idę. Lecz podczas ostatniego etapu coś się zmieniło. Mimo potwornego bólu nóg (Mam źle zrośniętą kostkę) szedłem z uśmiechem na twarzy. Teraz nadal bolą mnie nogi, mam coś zepsutego w prawej nodze ale nadal się uśmiecham i wiem, że było warto. Pielgrzymki czynią cuda.
Wstałem o piątej. Zrobiłem comiałem zrobić i pojechałem pod katedrę. Było ciemno i wspaniale. Gdy ruszyliśmi zachwyciłem się ilością ludzi i długością kolumny pielgrzymkowej. Był ogrom ludzi. Na początku zachwyt, ale potem nie widziałem co myśleć i to trwało z małymi wyjątkami aż do osttatniego postoju przed Trzebnicą, chyba thnęła mnie czyjaś modlitwa. Dziękuję. Potem było już tylko 6 godzin uśmiechu i radości. I to trwa nadal. Najmilej wspominam postoje, chyba widomo dlaczego. Przez znaczny czas czułem się po prostu źle i za nic nie chciałem iść za rok. Teraz mimo bólu i tego że kuleję chętnie ruszył bym jeszcze raz. Modlitwa wydaje się czasami nudna ale to właśnie ona dała mi uśmiech. Gdy nie chciało mi się iść zamykałem oczy łapałem się kabla i jakoś doszedłem. Dzięki ci boże za wytrwałość którą mi dałeś. Początki zawsze są trudne. Wkańcu dotarłem do Trzebnicy. Tam msza święta, naprawdę wspaniała ijuż prawie skączyła się tocmoja pierwsza wspaniała pielgrzymka. Dziękuję wszystkim i zachęcam do udziału za rok, może się spotkamy?
A już jutro dodam zdjęcia do tego postu, teraz już nie mam siły, przepraszam i zapraszam jutro.




















czwartek, 9 października 2014

Znalazłem Prawdę/sens życia/to czego wszyscy szukali

Podszedłem do ściany ograniczającej myśli, więcej o świecie już nie ogarnę, nikt ludzki nie ogarnie. Już więcej wiedzieć się nie da. Rozprawiam, że wszyscy ludzie są równi, ale rodzice biorą za nas odpowiedzialność i wychowanie, że sami decydujemy o swoim losie, wiem że mam racje ale nie wiem dlaczego. Wiem ,że mogę być odważny ale do perfekcji na ziemi nie dojdę. Wiem że tu nie dojdę, życie daje mi wiele odpowiedzi, ale z każdą z nich pojawia się częściowa pustka i wiem mniej. Wiem co myślą inni ale nie znam ich uczuć, nie wiem dlaczego, Podszedłem do ściany i walę głową w mór, piszę to w środku nocy, w ogródku przy świetle lampy. Zrozumiałem słowa "Wiem, że nic nie wiem" ale myśl jest tu w ziemskim życiu ulotna i przez to zawsze będziesz miał wrażenie że coś ci umknęło, siła wyższa dała wiedzę która przemija z czasem i snem. Chcę wiedzieć więcej, ale teraz wiem że w tym przypadku więcej znaczy mniej 0 jest równe nieskończoności, chociaż są przeciwieństwami ty jesteś 0,0000000000000000000000000000000000000000, a bóg jest nieskończonością, jeśli jesteś człowiekiem myślącym to zobaczyłeś to już, jeśli nie myślisz to ockniesz się dopiero tuż przed śmiercią lub nigdy. Koniec gry, nie ma odwrotu jesteś osądzony i już nic nie zmienisz, albo stracisz ten ułamek procenta którym jesteś, albo dostaniesz się  do miejsca gdzie będziesz miał na wyciągnięcie ręki nieskończoność, ON wszystko wie i ON cię kocha. Jedno wiem na pewno Bóg wie wszystko a ja Bogiem nie jestem i nie będę. Piszę to ze łzami w oczach po ostrej kłótni z rodzicami trwającej godzinę i dające mi wiedzę najwyższą, brzmiącą w wielomiliardowym uproszczeniu "Wiem że nic nie wiem" ja jako katolik wiem więcej od Sokratesa ja wiem że jest Bóg i ON wie to czego nikt nie wie on wie wszystko, on jest wszystkim.Widzę światło z lampy, ono jest niczym w porównaniu do światła nie umysłu lecz duszy człowieka mającego kontakt z NIM.Ciągle chcę więcej ale już się więcej nie da, nie zrozumiesz mocy tych słów siedząc za kompem i czytając idź na dwór i wydrzyj swoje najskrytsze myśli na wierzch, zalej się łzami i mocą daną z góry, tylko wtedy poczujesz to co ja w ciemności rozświetlonej twoją myślą, w zimnie ocieplonym twoją duszą TYLKO TAK DOŚWIADCZYSZ PRAWDY. Teraz jestem pewien istnienia Boga, nie kiedy siedzę przed kompem tylko siedząc w ciemności z kartką. Mam dowód którym jest moc we mnie wstępująca, dzień później kiedy przepisuję to na bloga już tego nie czuję, może już nigdy nie poczuję, ale wiem że odnalazłem prawdę. Ja to wiem. W tej pogoni coś mi uciekło, biegnę dalej, chcę przebić mur, obejść przeskoczyć ale się nie da, muszę się zatrzymać czynić dobro i zapisywać dobro na murze, kiedy przyjdzie czas to zapora się otworzy i będę mógł biec i czerpać wiadrami z nieograniczonej wiedzy. Ktoś mi przeszkadza coś to właśnie ta niepokonana za życia ściana, jak to piszę czuję się prawie niezwyciężony, ale to minie, usiądę cicho za biurkiem popijając cherbatkę i czując, że się wie wszystko co dane jest mi wiedzieć. Ale nie będę czuć tego co czuję teraz jak to piszę. Nie jestem w niczym gorszy od żadnego człowieka, sławnego czy nie ale ważne że ja wiem że nic nie wiem, a oni myślą, że wiedzą prawie wszystko. Czuję, że coś mi się na chwilę otwarło, ale to okno zaraz zgaśnie i otworzy się chyba już jak będę po tamtej stronie, patrzył na ludzi brnących w kłamstwo, i będzie mi was żal. To wszystko pod warunkiem że tam się dostanę. Koniec. Okno się zamknęło.
Teraz czas na to co napisałem 2 minuty po szaleńczym potoku myśli, po moim osobistym objawieniu.
Już po, po napisaniu przesłania. To wszystko ze mnie zeszło, znów czuję się malutki.Straciło wyraz to co przed chwilą było przesłaniem narodów. Ale ja mam racje, wiem że ją mam. Po prostu z góry wiem. Sory za niespójność ale ani sekundy nie zastanawiałem się nad tym co pisałem po prostu zapisywałem myśli dane mi z góry.Do śmierci będę wspominał tę chwilę. Chciałbym aby każdy poczuł to co ja. Znalazłem to czego wiele osób szukało, sens w życiu jest taki aby dojść do ściany i nie kombinować jak ją obejść tylko prosić i pokazać że się zasłużyło, wtedy twoje życie nabierze sensu i nieskończoności, jeśli to zrozumiałeś to naprawdę cię doceniam. Myśli w mojej głowie pojawiają się z nikąd (lub z nieskończoności) i znikają ale zostają na papierze i w internecie. To dzięki modlitwie dostałem te myśli i tobie życzę tego samego. Pokój z tobą