sobota, 18 października 2014

Zdobyłem osiągnięcie. Pierwsza piesza pielgrzymka zaliczona.

Jest 20:50. Dopiero wszedłem do domu i już zabieram się do pisania o tym co daje pielgrzymka. Podczas pielgrzymki ze 200 razy powtarzałem sobie że za rok nie idę. Lecz podczas ostatniego etapu coś się zmieniło. Mimo potwornego bólu nóg (Mam źle zrośniętą kostkę) szedłem z uśmiechem na twarzy. Teraz nadal bolą mnie nogi, mam coś zepsutego w prawej nodze ale nadal się uśmiecham i wiem, że było warto. Pielgrzymki czynią cuda.
Wstałem o piątej. Zrobiłem comiałem zrobić i pojechałem pod katedrę. Było ciemno i wspaniale. Gdy ruszyliśmi zachwyciłem się ilością ludzi i długością kolumny pielgrzymkowej. Był ogrom ludzi. Na początku zachwyt, ale potem nie widziałem co myśleć i to trwało z małymi wyjątkami aż do osttatniego postoju przed Trzebnicą, chyba thnęła mnie czyjaś modlitwa. Dziękuję. Potem było już tylko 6 godzin uśmiechu i radości. I to trwa nadal. Najmilej wspominam postoje, chyba widomo dlaczego. Przez znaczny czas czułem się po prostu źle i za nic nie chciałem iść za rok. Teraz mimo bólu i tego że kuleję chętnie ruszył bym jeszcze raz. Modlitwa wydaje się czasami nudna ale to właśnie ona dała mi uśmiech. Gdy nie chciało mi się iść zamykałem oczy łapałem się kabla i jakoś doszedłem. Dzięki ci boże za wytrwałość którą mi dałeś. Początki zawsze są trudne. Wkańcu dotarłem do Trzebnicy. Tam msza święta, naprawdę wspaniała ijuż prawie skączyła się tocmoja pierwsza wspaniała pielgrzymka. Dziękuję wszystkim i zachęcam do udziału za rok, może się spotkamy?
A już jutro dodam zdjęcia do tego postu, teraz już nie mam siły, przepraszam i zapraszam jutro.




















1 komentarz:

  1. Wow, gratulacje! To kawał drogi.
    Też kiedyś szedłem, ale tylko 15 km i ledwo doszedłem ;)

    OdpowiedzUsuń